Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmyślania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmyślania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 lipca 2018

I znów powracam...

Nie pisałam, nie miałam weny, nie miałam czasu, zarobiona byłam... Każde wytłumaczenie w tym przypadku jest dobre... Miałam kumulację jak to się mówi, po raz kolejny próbowałam zmienić pracę... Założyłam kolejną firmę... Zmieniłam pracę raz, teraz poraz kolejny... i wracam tu znowu... Nie wiem może nie mam pomysłu na życie, może mnie to przerasta wszystko... Ale myślę, że najzwyczajniej w świecie muszę się wygadać, a ten blog jest "moim osobistym psychiatrą"... Więc od jutra będę Was zamęczać swoimi wspomnieniami...

czwartek, 7 listopada 2013

Matka Teresa...

Tak miesiąc temu, nazwała mnie koleżanka z pracy, może coś w tym jest, może to po prostu chęć posiadania kogoś obok... ale zacznijmy od początku,  jak już pisałam wcześniej poznałam Kogoś, tylko po miesiącu znajomości się okazało, że ten Ktoś  ma problemy z alkoholem - popłynął, przy okazji kogoś poznał i z wiernością to też średnio bywało... W stanie półprzytomnym zgarnęłam delikwenta do domu, ocuciłam, doprowadziłam do "stanu używalności", wyprowadził do kolegi się, zarzekał się, że nigdy więcej, że musi się ogarnąć, żebym dała mu szansę, no cóż dałam, tym bardziej, że przypadek był incydentalny, Dziecko skakało z radości na jego widok, no i na "trzeźwo" - porządny, fajny Facet.
Tydzień temu miałam powtórkę z rozrywki :( przy okazji się okazało, iż wcale u kolegi nie mieszka, tylko u koleżanki ;( wyrzuciłam go o drugiej w nocy za drzwi, zadzwoniłam do kobiety, z którą mieszka, do Jego Matki... Tym razem na prawdę się ogarnął... i co z tego skoro i tak już nie widzę dla Nas żadnej szansy :( - najbardziej z tego wszystkiego boli mnie to, że Młoda za Nim tęskni, pyta, kiedy znowu nas odwiedzi, na prawdę mieli dobry kontakt...
Chyba wolę być Sama do końca, za bardzo to wszystko boli...

sobota, 28 września 2013

Z życia wzięte...

Ostatnimi czasy co raz częściej dochodzę do wniosku, że jakoś nie potrafię chyba sobie dobrać partnera życiowego, albo mam takie szczęście, albo przyciągam jakichś nieodpowiednich ludzi...
Poznałam faceta, wydawałoby się chodzący ideał, jeśli chodzi o charakter itp. po czym się okazało, że ma "dość ciekawe" CV i nie potrafi zachować się odpowiedzialnie w życiu, na dodatek cały czas mnie okłamuje i zdradza :(... No to się trochę wyżaliłam i wcale mi nie ulżyło...

niedziela, 8 września 2013

Zniknęłam prawie na dobre :)

Zniknęłam z życia blogowego, ale sporo się działo i w jakiś sposób mnie to może tłumaczy :)
Jak już się ogarnęłam z remontem,to uciekłyśmy z Córką na urlop taki 9-cio dniowy do Ustki na przełomie maja i czerwca, za ciepło może nie było, ale dało sie chodzić na spacery i ominęło nas dwa tygodnie ulew na miejscu :D. Dziękujemy dobrej Cioci, za niepobranie opłat noclegowych :*.
Po powrocie z nad morza udało mi się kupić działkę (ROD), w miejscu na które miałam chrapkę od dobrych 2 albo nawet 3 lat :), stan do remontu i nadal z nią walczę, ale warto było, chociaż musiałam znów się w banku zapożyczyć i cały czas przez to mam jakieś nieprzespane noce. Po powrocie również niestety zniknęłam na dobre w pracy (chce się urlop - trzeba później słono zapłacić, nadrabiając zaległości swoje i nieswoje).
Dziecko wakacje spędziło u Dziadków od dwóch dni z powrotem w domu, z czego się niezmiernie cieszę, chociaż nie ukrywam, że  obowiązków przybyło.
Ja nadal walczę z różnymi przeciwnościami losu w pracy, w życiu osobistym, w domu na działce ... Cały czas coś się dzieje.
Mam cichą nadzieję, że jakoś mi się uda własne życie poukładać w tym roku, chociaż nie chcę zapeszać :)))
To tyle na dzisiaj
Pozdrawiam

sobota, 20 kwietnia 2013

Praca...

Zastanawiam się cały czas nad ułomnością polskiego systemu kontroli nad tym co potrafi zrobić pracodawca z pracownikiem, jak są łamane jego prawa i co się dzieje z tym rynkiem pracy, że człowiek boi się odezwać, bo go z pracy po prostu wywalą i będzie siedział na dziadowskim zasiłku, z którego nawet czynszu nie da się opłacić nie to że wyżyć :( nie mówiąc już o zapłaceniu raty kredytu...
Przykład chociażby z pracy u mnie: szefowa od jakiegoś czasu mobbinguje wszystkich i albo nie jest świadoma tego co robi (w co wątpię), albo robi to celowo. Poniża pracowników, przy osobach obcych nie związanych w żaden sposób z naszą firmą, a później jeszcze na nas się wydziera, że na mieście opowiadamy, jak to ona jest. Szczytem wszystkiego jest to że przychodzi na koniec zmiany i nie pozwala ludziom o czasie wyjść wymyślając coraz to głupsze zadania "do zrobienia w minutę". Koleżanka od tygodnia wychodziła co najmniej 40 minut później, wczoraj to już miała łzy w oczach, bo kolejny raz coś przełożyła, bo się nie wyrobiła z dojazdem do domu a jest w trakcie wykańczania remontu. Ja remont zamiast miesiąc robiłam cztery, bo co wzięłam urlop, to mnie cofali pod byle pretekstem, w firmie na 40 osób w zeszłym roku z 5 miało ciągiem 10 dni i nie zapowiada się, że będzie lepiej... Jest weekend, a ja siedzę przy kontraktach, bo trzeba zrobić i nikogo nie interesuje, że robię to po godzinach pracy bo dowiedziałam się o tym wczoraj o 16, bo do 20 trzeba to wysłać, porażka. Pytanie gdzie jest PIP'a gdy jest potrzebna?
Kiedyś lubiłam tą pracę, teraz szukam czegoś innego, bo jej nienawidzę, bo przez nią nie mam życia prywatnego, bo nie jestem w stanie nawet spokojnie spędzić z Dzieckiem popołudnia bo służbowy telefon potrafi i o 22 zadzwonić, że coś na wczoraj :(
Szczytem wszystkiego był telefon w trakcie zwolnienia z tekstem, bo jak nie zrobisz tego, to wypłaty nie przelejemy, WTF? Coraz częściej muszę się gryźć w język, żeby nie nagadać w drugą stronę, ale ile tak człowiek wytrzyma?
No to się wyżaliłam...

sobota, 13 kwietnia 2013

Wiosenny dzień :)...

Wczoraj mieliśmy "pierwszy wiosenny dzień" (tzn wiosenne dni już były, i to nie jeden, ale to był pierwszy taki ze słoneczkiem, trochę deszczykiem, to ostatnim takim zmasowanym ataku zimy).
A  więc wybrałyśmy się na zakupy do większego centrum handlowego, takiego ze sklepem IKEA, w celu zakupienia drzwiczek do szafki Młodej. Dziewczynka zażądała pobytu w IKEA' owskiej "przechowalni dzieci", mi nawet to było to na rękę, bo przeszłam się po centrum, bez wiszącego na mnie dziecka, zakupiłam parę produktów na kiermaszu lokalnej produkcji, no i wreszcie wykorzystałam kupon do EMPIK'u (czekał na realizację, chyba od kwietnia zeszłego roku. Kupiłam sobie dwie książki Beaty Pawlikowskiej - teraz muszę tylko znaleźć czas, żeby je przeczytać :D Połaziłam sobie po sklepach, no i poczułam się przez moment jak na urlopie :)))
Wczorajszy dzień zaliczam do tych bardziej udanych :D

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Tak sobie w Prima Aprilis: "O życiu, albo dlaczego niepotrafię go od nowa ułożyć..."

Ostatnio co raz częściej się zastanawiam, jak do tego doszło, że tak na prawdę przez ostatnie 6 lat nie ułożyłam sobie życia od nowa... No cóż, powodów jest kilka:
  1. Zabiegana, zapracowana jestem, nie to, że  pracoholiczka, nawet mnie to wkurza, że praca się nie kończy w godzinach pracy, po prostu pracodawcy, zwłaszcza prywatni mają "swoje sposoby", jak wycisnąć z człowieka "więcej za mniej", i to mają opanowane do perfekcji (swoją drogą, ciekawie, czy są z tego jakieś szkolenia, bo szefowa ma co raz to nowsze metody terroru).
  2. Ciężko się gdzieś wyrwać, jak się ma małe dziecko, a opiekunka, ma rodzinę...
  3. Portale "randkowe" - jedno wielkie bagno, "przetestowałam" już kilka, szkoda słów, nawet "wielkie, rozreklamowane eDarling",  szczerze to jest dopiero Scheiße, jak ktoś tam kiedyś, przynajmniej przez moment był, to wie o co chodzi... Kwestia sprawdzania wpisów, to szkoda gadać, weryfikacja zdjęć, uśmiać się można: Toma Cruise'a nawet widziałam, gdyby na prawdę byli tacy fajni nie musieli by się reklamować, a że mnie koleżanka namówiła...będzie musiała mi za abonament zwrócić chyba, bo żałuję każdego wydanego u nich grosza.
  4. Nie wiem czy potrafiłabym "wytrzymać" z kimś w normalnym codziennym życiu, tyle człowiek ma swoich przyzwyczajeń, gdy mieszka sam/samotnie, że każda nowość po prostu WKURZA, przerabiałam to już raz i nie wiem, czy chcę dać się namówić na kolejny...
  5. Nie chcę przyprowadzać do domu Wujków, żeby się przekonać,czy się "nadają" na "partnera na całe życie", po co dziecku stres niepotrzebny, dwa lata temu, próbowałam, coś "sklecić" i dziecko strasznie później przeżywało, że "wujek już nie przyjeżdża"...
  6. Niestety większość facetów reaguje na samotne matki na zasadzie: (cytuję, faceta) "Pewnie nie jestem przesadnie wartościowy, po prostu kolejny niedojrzały facet po 30stce który nie wie czego chce i boi się odpowiedzialności", albo jeszcze lepiej, zadałam kiedyś koledze z pracy pytanie: "dlaczego faceci boją się samotnych matek?",  więc usłyszałam: "bo jest spalona, bo facetom nie chce się starać a z samotną matką trzeba się starać bardziej, a zazwyczaj dostaje się mniej", no weź tu na kogoś traf "komu będzie się chciało...
  7. A może mi się już po prostu nie chce?...

środa, 20 marca 2013

Codzienność...

Zakładając bloga chciałam pokazać, że nie takie to życie straszne i że jakoś wszystko się układa, z założenia miałam nie narzekać, ale... po  prostu się nie da.Więc od dzisiaj będę, narzekać, marudzić etc...
Młoda drugi dzień z katarem, więc się zbuntowałam i dzisiaj do pracy nie poszłam, ale co z tego jak mój "kochany" służbowy telefon nie potrafi w godzinach 8-16 się nie odzywać, na domiar złego pocztę głosową szlag trafił - sieć twierdzi, że włączona, ja że nie działa, kazali iść do najbliższego salonu po duplikat karty SIM, mogę sobie pójść, jak Dzieć wyzdrowieje, bynajmniej nie dzisiaj. Musiałam odbierać chociażby po to żeby już więcej ci ludzie nie zadzwonili, jutro chyba sobie też wolne urządzę, w końcu na coś się przyda zeszłoroczny urlop. Od razu nasuwa się pytanie dlaczego nie pójdę do lekarza i na zwolnienie? Z tego samego powodu, przez który Córka się pochorowała - pęknięta opona w samochodzie, a śruby fachowcy tak dokręcili, że z 5 podejść było, żeby koło wymienić i nic. Samochód służbowy, AC nie posiada, więc czekam, aż Szefa tknie i lawetę podstawi na koszt firmy, bo dzięki pieszemu spacerowi do przedszkola (mamy niby jakieś 500 m, ale tak wiało, że ja ledwo szłam pod wiatr) w poniedziałek Młoda jest chora, wynik - nie chodzę do pracy, a urlop - bo do lekarza nie mam jak dziecko zawieźć, a do kataru na domową wizytę nie przyjdą... \
No więc siedzę z usmarkanym Dzieckiem cały dzień w domu i w zasadzie nic nie zrobiłam, bo Dziecko marudne, bo cały czas telefon dzwoni, bo ledwo zjedzone śniadanie, to trzeba obiad zrobić, a tu jeszcze tego, tamtego brakuje, Młodą samą w domu nie zostawię, i pomóc nie ma kto :(... Ohydne uczucie - bezradność. 
No cóż zbliża się koniec dnia, więc trzeba będzie nadrobić zaległości w pracy, kolejne bezsensowne zajęcie w dniu dzisiejszym, dlaczego mi nawet jak jestem na urlopie nie odpuszczą i nawet nie mogę w pełni sobą i dzieckiem się zająć?.. (Chyba pozwoliłam Szefostwu wejść mi na głowę, a teraz jakoś zrzucić nie mogę)

niedziela, 17 marca 2013

Weekend a ja cały czas w pracy :(

Niedziela, zjedzone śniadanie, Dziewczynka ogląda telewizję, a ja nadrabiam zaległości w pracy... Kiedy to się skończy?... 
Tak bym chciała na prawdę mieć wolne w weekend, ale niestety od października zostałam "sama na włościach" i nikogo nie interesuje, że w tygodniu się nie wyrabiam, bo tak mnie obowiązkami przysypało, no może poza jedną osobą w firmie, reszta ma to gdzieś i wszystko ma być na wczoraj, i niestety co raz bardziej zaczynam odczuwać prawdziwość słów zawartych na pewnym obrazku z Internetu :"ma Pan kredyt na mieszkanie, więc możemy Pana poniżać, wymagać rzeczy absurdalnych, mieszać Pana z błotem, bo jest Pan w prze***banej sytuacji". Tylko u mnie należałoby dodać, jest Pani Samotną Matką,wymuszamy na Pani zwolnienia lekarskie, żeby płacić mniejszy ZUS od Pani ogromnej pensji, więc jeśli nawet Pani się zwolni, to jak przyszły pracodawca zobaczy całą historię zatrudnienia, to na pewno nie będzie Pani chciał, nawet jeśli ma Pani doświadczenie, odnosi Pani sukcesy itp itd" - to jest Polska właśnie i praca w prywatnej firmie :( Więc zaciskam zęby i robię zestawienia... Buuu...

piątek, 28 września 2012

Zwierzęta w domu

Właśnie coraz bardziej się upewniam, że nie należy trzymać w domu psów, tzn w bloku, mieszkaniu bez możliwości wysłania bez nadzoru na dwór.
Z racji wyjazdu Siostry, w rodzinne strony, zdeklarowałam się, że je wezmę, bo Dziecko chore, więc nigdzie się nie wybieramy, a Warszawie opiekę do 9-cio letniej suki i 4-ro miesięcznego szczeniaka w tygodniu ciężko znaleźć, a po hoteliku dla psów Suka  dostaje świra...
A więc od doby jestem "szczęśliwą" posiadaczką, oprócz własnego zoo (akwarium + papuga), dwóch psów, w efekcie jestem cały czas na wszystkich wkurzona, bo Dzieć albo Młodego dusi, albo Młody standardowo gdzieś się szuka miejsca, żeby się zesikać, albo kupę zrobić, dobrze, że Suka śpi, ale z sierści będę skarpety robić jak pozbieram... Ale wczoraj przeszła samą siebie, nie było nas z 1,5 h w domu, więc w przedpokoju mam dziurę w ścianie - ciekawie czy jej tynk smakował :(... bo ja muszę przez to zakupić gips i to naprawić.
Najwięcej plusów w tym wszystkim widzi moje Dziecko:
a) Bo z pieskami można się pobawić (Młody w porównaniu do Suki, nie gryzie za ręce, bo tamta już zdążyła na urok Młodej się uodpornić)
b) -"Mamo wreszcie zrobimy remont w przedpokoju"-
c) Mama nie chodzi do pracy i nie trzeba iść do przedszkola, bo nawet jak Dzieciowi nie leje się z nosa i mogłabym Ją wysłać do przedszkola, to boję się Zwierzętarnie samą w domu zostawić, bo Suka próbowała wczoraj upolować Papugę, i nawet jeśli tamta stoi pod sufitem, to stara się do niej za wszelką cenę po  meblach dotrzeć :(, a że remontu póki co nie planuję, więc muszę pilnować ścian...
Poza tym są kochanymi pieskami, ale na prawdę brakuje mi ogrodu, żeby je tam z domu wysłać na dłuuuuuugi spacer...

środa, 26 września 2012

Odeszła do wieczności...

Ostatnie parę dni jest pełne wydarzeń i niekoniecznie tych pozytywnych ... 
Dzisiaj zmarła moja kochana Babcia, a my nawet nie możemy pojechać na pogrzeb, bo jest w piątek a Młoda znów chora :(. Przedszkolne gile chyba nie skończą się za szybko...
Mnie zaś ogarnęły wyrzuty sumienia, że nie wyjechałyśmy wcześniej i że Babcia tak chciała Dziecko zobaczyć, a ja nie mogłam się zebrać, żeby pójść na urlop... I że teraz nie wyjechałam, jak ona trafiła do szpitala, no cóż śmierci nikt się nie spodziewa - ona przychodzi sama znienacka.. Echh... Zbiera mi się na płacz, więc na tym pozwolę sobie zakończyć.

poniedziałek, 24 września 2012

Gonitwa myśli...

Dziecko padło mi o 17:45 jeszcze pod obecność Opiekunki i jakoś się przebudzić nie chcę, a mnie myśli nachodzą różne...
Muszę zrobić jakąś reorganizację w swoim życiu, póki była Ciocia do pomocy przy dziecku i w domu, też mi było łatwiej, a teraz, gdy przychodzi tylko na parę godzin, tylko odebrać Młodą z przedszkola, wszystko w domu muszę zrobić sama, prasowanie, odkurzanie, zorganizować wolny czas Dziecka, nawet nie zdawałam chyba do końca sobie sprawy, ile ta Dziewczyna mi pomagała w pracach domowych. Właśnie to utwierdziło mnie, że muszę zostawić ją przynajmniej na soboty. Dziewczyna dorobi sobie, Młoda się cieszy, że Ciocia będzie przynajmniej raz na dwa tygodnie Ją odwiedzać, a ja może nie padnę jak mucha...
Na dodatek codziennie mam wyrzuty sumienia, że Dziecko chodzi do przedszkola, chociaż stać mnie na opiekunkę, ale też przecież nie mogę ją odizolować od Świata. Ona ma do mnie pretensje, że jest tam codziennie po 8h, ale przecież nie da się inaczej - Mama musi pracować... Przez to wszystko chyba zacznę grać w Totolotka, bo mi się samej nieraz marzy takie życie, gdzie nie trzeba iść do pracy, można cały dzień siedzieć w domu i bawić się z Dzieckiem.
W życiu, jak na swoje niecałe 30 lat, zaszłam tak daleko, że jestem kierownikiem w jednej instytucji, koordynatorem w drugiej i coś jeszcze próbuję tworzyć w działalności prywatnej, ale co z tego skoro nie mam czasu dla siebie, a Dziecko tylko się wścieka, że w weekendy z nim mam czas się pobawić :(... 
Coś w tym jest, że pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich nie dało by się żyć z kolei... 
Idę to przemyśleć jeszcze bardziej...