czwartek, 7 listopada 2013

Życiowo :(...

Jakoś po tych wszystkich przebojach nabawiłam się bezsenności, kładę się normalnie spać, ale o 3 się budzę i nie wiem co ze sobą zrobić, mam już wszystko uprasowane, codziennie w tempie światła nadrabiam wszystkie zaległości w papierkach w pracy, a dzisiaj w ramach urozmaicenie jeszcze o 5 rano moja latorośl zdecydowała zwrócić wczorajszą kolację :( - trzeba było słuchać Matki, że sałatki z rybą mlekiem się nie popija, ale gdzie tam... ukradkiem to zrobiła i jeszcze jabłkiem poprawiła... W efekcie nie poszła do przedszkola z czego wręcz się cieszyła, a Matka musiała zawlec Ją ze sobą do pracy...
Co najlepsze Młoda ledwo stoi na nogach, ale nadal na chodzie, chociaż ja osobiście z tęsknota spoglądam na łóżko, a ona nieugięta...

Matka Teresa...

Tak miesiąc temu, nazwała mnie koleżanka z pracy, może coś w tym jest, może to po prostu chęć posiadania kogoś obok... ale zacznijmy od początku,  jak już pisałam wcześniej poznałam Kogoś, tylko po miesiącu znajomości się okazało, że ten Ktoś  ma problemy z alkoholem - popłynął, przy okazji kogoś poznał i z wiernością to też średnio bywało... W stanie półprzytomnym zgarnęłam delikwenta do domu, ocuciłam, doprowadziłam do "stanu używalności", wyprowadził do kolegi się, zarzekał się, że nigdy więcej, że musi się ogarnąć, żebym dała mu szansę, no cóż dałam, tym bardziej, że przypadek był incydentalny, Dziecko skakało z radości na jego widok, no i na "trzeźwo" - porządny, fajny Facet.
Tydzień temu miałam powtórkę z rozrywki :( przy okazji się okazało, iż wcale u kolegi nie mieszka, tylko u koleżanki ;( wyrzuciłam go o drugiej w nocy za drzwi, zadzwoniłam do kobiety, z którą mieszka, do Jego Matki... Tym razem na prawdę się ogarnął... i co z tego skoro i tak już nie widzę dla Nas żadnej szansy :( - najbardziej z tego wszystkiego boli mnie to, że Młoda za Nim tęskni, pyta, kiedy znowu nas odwiedzi, na prawdę mieli dobry kontakt...
Chyba wolę być Sama do końca, za bardzo to wszystko boli...

niedziela, 6 października 2013

Weekendowo...

Miałam mieć wolny weekend przygotować działkę Rodziców na sprzedaż, pójść do kosmetyczki, ogarnąć dom, pojechać do koleżanki... Ale schody zaczęły się jeszcze w piątek. Nie zdążyłam rozliczyć miesiąc, więc karton z papierami nadal straszy w pokoju, dom nieogarnięty, właśnie jedziemy na działkę, z całej listy mam zaliczoną tylko kosmetyczkę, bo jak to u mnie w pracy bywa, zdarzyła się "awaria" i musiałam tam pójść w sobotę na pół dnia :(.

Chcę odebrać sobie godziny po weekendzie, ale już widzę "schody", bo pracodawca twierdzi, że mam "nienormowany czas pracy", tylko jak się okazało moja i jego definicja "nienormowanego czasu pracy diametralnie się różnią...

Według mnie:

Przepisy art. 128 kodeksu pracy określają, że czasem pracy jest czas, w którym pracownik pozostaje w dyspozycji pracodawcy w zakładzie pracy lub w innym miejscu wyznaczonym do wykonywania pracy. Jednak zgodnie z art. 140 znowelizowanego kodeksu pracy w przypadkach uzasadnionych rodzajem pracy i jej organizacją - czas pracy pracowników może być określony wymiarem ich zadań. Mamy wówczas do czynienia z tak zwanym nienormowanym czasem pracy. Zadaniowy czas pracy może być wprowadzony, gdy dla danej pracy co najmniej utrudnione jest precyzyjne określenie momentu jej rozpoczynania i zakończenia, gdy niemożliwa jest kontrola czasu poświęconego wykonywaniu pracy, gdy praca może być wykonywana poza normalnym rytmem funkcjonowania zakładu pracy, gdy wykonanie pracy zależy od zmiennych, trudnych do przewidzenia okoliczności i uwarunkowań, gdy zapotrzebowanie na daną pracę jest nierytmiczne, gdy decydującym czynnikiem dla wykonania pracy jest indywidualne zaangażowanie pracownika, a nie fakt jego uczestnictwa w kolektywie pracy skooperowanej i bezpośrednie podporządkowanie kierownictwu pracy. Należy jednak pamiętać, że zadania tych pracowników powinny być ustalone w taki sposób, aby pracownicy mogli je wykonać w ramach norm czasu określonych w art. 129 kodeksu pracy, tj. nie przekraczając 8 godzin na dobę i przeciętnie 40 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowym. Ma zastosowanie także ogólna norma ograniczająca dopuszczalność stosowania pracy w godzinach nadliczbowych. Rozkład czasu pracy jest ustalany bezpośrednio przez pracownika. Czas pracy pracowników określony wymiarem ich zadań powinno wprowadzać się w układzie zbiorowym pracy lub w regulaminie pracy lub w obwieszczeniu.
 
W rzeczywistości wygląda to następująco:

Pracuję miesięcznie 200-250 godzin czyli dużo ponad 40h na tydzień bez żadnego wynagrodzenia za nadgodziny. Zostałam również poinformowana, że jako kierownik powinnam być cały czas w pracy, chociażby dostępna na telefon, a pracodawca nadal uważa, że za mało :(...

Każda próba "stawienia się władzy" kończy się tekstem : "to w końcu chcesz  tu pracować czy nie?"